"Cicho, cicho dzieci. To nie demony, nie diabły... Gorzej. To ludzie."
~Andrzej Sapkowski – Wieża jaskółki
Cześć!
Dziś już po raz drugi, ale nie przyzwyczajajcie się! To bardziej niż pewne, że to pierwszy i ostatni raz kiedy notki pojawiły się 2 w przeciągu kilku godzin. Ok, skoro tak nie będzie.. To czemu teraz tak? Być może dlatego, że przez kilka godzin odkąd powstał mój blog, kilka godzin przez które istnieje mój ask otrzymałam tyle ciepła, że w tej chwili spokojnie mogłabym ogrzać Grenlandię i spowodować globalne ocieplenie.
Dobra, babo! Ale do czego Ty do cholery zmierzasz?
Do wielu rzeczy, ale z pewnością jestem zbyt zmęczona żeby wszystko wyjaśnić za jednym zamachem. Więc mniej więcej co jakiś czas będę wstawiała posta zupełnie z innej parafii i wyjaśniała o co mi chodzi.
Siedząc z kubkiem ulubionej czarnej herbaty doszłam do wniosku jaki ten świat rzeczywisty jest zepsuty. Jak bardzo nie mili i nie życzliwi są dla siebie ludzie. Gdzieś pomiędzy pracą, szkołą, uczelnią, domem, internatem, akademikiem, imprezami łypiemy na wszystkich spod byka. Bo przecież ten ma nie modną fryzurę, torba tamtej kobiety nie pasują do kostki brukowej po której wraca z zakupami do domu, które przecież też nam się nie podobają, bo zrobiła je w Biedronce i kupiła mleko 3%, a my murem stoimy za lidlowym 0,5%.
Cześć!
Dziś już po raz drugi, ale nie przyzwyczajajcie się! To bardziej niż pewne, że to pierwszy i ostatni raz kiedy notki pojawiły się 2 w przeciągu kilku godzin. Ok, skoro tak nie będzie.. To czemu teraz tak? Być może dlatego, że przez kilka godzin odkąd powstał mój blog, kilka godzin przez które istnieje mój ask otrzymałam tyle ciepła, że w tej chwili spokojnie mogłabym ogrzać Grenlandię i spowodować globalne ocieplenie.
Dobra, babo! Ale do czego Ty do cholery zmierzasz?
Do wielu rzeczy, ale z pewnością jestem zbyt zmęczona żeby wszystko wyjaśnić za jednym zamachem. Więc mniej więcej co jakiś czas będę wstawiała posta zupełnie z innej parafii i wyjaśniała o co mi chodzi.
Siedząc z kubkiem ulubionej czarnej herbaty doszłam do wniosku jaki ten świat rzeczywisty jest zepsuty. Jak bardzo nie mili i nie życzliwi są dla siebie ludzie. Gdzieś pomiędzy pracą, szkołą, uczelnią, domem, internatem, akademikiem, imprezami łypiemy na wszystkich spod byka. Bo przecież ten ma nie modną fryzurę, torba tamtej kobiety nie pasują do kostki brukowej po której wraca z zakupami do domu, które przecież też nam się nie podobają, bo zrobiła je w Biedronce i kupiła mleko 3%, a my murem stoimy za lidlowym 0,5%.
Gdzieś pomiędzy obowiązkami zginęła ludzka empatia. Umarła ludzka serdeczność, a uprzejmość została zakopana żywcem. Przestajemy się cieszyć z małych rzeczy, jesteśmy coraz bardziej ograniczeni i poza czubkiem własnego nosa świata nie widzimy! W porządku, koniec narzekania. Pewnie jeszcze będę marudzić na ten temat w późniejszych wpisach, jednak czas mnie nagli, bo o 6:30 nikt za mnie nie wstanie.
Dobra, ale dalej nie wiem o co chodzi.
Dobra, ale dalej nie wiem o co chodzi.
Z cyklu "gdzieś dzwoni, tylko nie wiadomo w którym kościele."
Po kilku rozmowach z askowymi motylkami przypomniałam sobie za co kocham ten świat. Za co kocham te kruszyny, które są ze mną bez względu na to jaką głupotę popełniam. Nie karcą, nie krzyczą, nie karają. Świat motylków jest piękny. Jest pełny ciepłych, życzliwych osób, które są w stanie nie przespać nocy byleby Ci pomóc. Dlaczego ludzie w rzeczywistości nie potrafią tacy być? Jakby tu.. ano tak, przecież żyjemy w Polsce. Kraju kubotów i skarpetek do sandałów. Ok, zwiedziłam trochę. Jednak dochodzę do wniosku, że to nie skarpetki i sandały robią z nas zgorzkniałych gburów zamkniętych w swoich klitkach i pilnujących dobytku co by im kartofla z garnka nie ubyło. Ludzie na całym świecie zabijają w sobie uczucia. Sami tworzą to piekło na ziemi. Musze jeszcze sporo pomyśleć i 139308 razy zmienie zdanie zanim ostatecznie wypowiem się na ten temat. Jednak prowadząc powiedzmy "podwójne życie" (przyp.aut. pisząc to zdanie poczułam się jak Hanna Montana. Przeszły mnie ciarki, brr. Postaram się nie myśleć o blond peruce, która przypomina mopa, bo zaraz nie skończę tego posta) o czym to ja..? AAAA! Żyjąc w świecie Any, gdzie nikt mnie nie zna a jednocześnie przebywając z osobami kompletnie nie związanymi widzę diametralną różnicę, która dzieli te dwie rzeczywistości. Świat Any jest piękny, delikatny. Rzeczywistość jest zła, brutalna.
A Ty? Zadajesz sobie pytanie przed snem.
"Czy w rzeczywistości potrafię okazać piękno mojego serca? Jeśli nie - to gdybym zaczęła to robić, w jaki sposób wpłynęłoby to na moje życie?"
Jak brzmi Twoja odpowiedź?
Chętnie poczytam Wasze przemyślenia.
Tymczasem dobranoc Kruszynki, uciekam spać. Na temat bilansu jutro, bo podejrzewam, że z dzisiejszego przeżyłabym dwa dni, więc nawet nie liczę. Notkę opublikuje, choć to pewne, że jutro będę ją poprawiać, bo błędów w niej od groma.
Trzymajcie się ciepło, dobranoc!
Po kilku rozmowach z askowymi motylkami przypomniałam sobie za co kocham ten świat. Za co kocham te kruszyny, które są ze mną bez względu na to jaką głupotę popełniam. Nie karcą, nie krzyczą, nie karają. Świat motylków jest piękny. Jest pełny ciepłych, życzliwych osób, które są w stanie nie przespać nocy byleby Ci pomóc. Dlaczego ludzie w rzeczywistości nie potrafią tacy być? Jakby tu.. ano tak, przecież żyjemy w Polsce. Kraju kubotów i skarpetek do sandałów. Ok, zwiedziłam trochę. Jednak dochodzę do wniosku, że to nie skarpetki i sandały robią z nas zgorzkniałych gburów zamkniętych w swoich klitkach i pilnujących dobytku co by im kartofla z garnka nie ubyło. Ludzie na całym świecie zabijają w sobie uczucia. Sami tworzą to piekło na ziemi. Musze jeszcze sporo pomyśleć i 139308 razy zmienie zdanie zanim ostatecznie wypowiem się na ten temat. Jednak prowadząc powiedzmy "podwójne życie" (przyp.aut. pisząc to zdanie poczułam się jak Hanna Montana. Przeszły mnie ciarki, brr. Postaram się nie myśleć o blond peruce, która przypomina mopa, bo zaraz nie skończę tego posta) o czym to ja..? AAAA! Żyjąc w świecie Any, gdzie nikt mnie nie zna a jednocześnie przebywając z osobami kompletnie nie związanymi widzę diametralną różnicę, która dzieli te dwie rzeczywistości. Świat Any jest piękny, delikatny. Rzeczywistość jest zła, brutalna.
A Ty? Zadajesz sobie pytanie przed snem.
"Czy w rzeczywistości potrafię okazać piękno mojego serca? Jeśli nie - to gdybym zaczęła to robić, w jaki sposób wpłynęłoby to na moje życie?"
Jak brzmi Twoja odpowiedź?
Chętnie poczytam Wasze przemyślenia.
Tymczasem dobranoc Kruszynki, uciekam spać. Na temat bilansu jutro, bo podejrzewam, że z dzisiejszego przeżyłabym dwa dni, więc nawet nie liczę. Notkę opublikuje, choć to pewne, że jutro będę ją poprawiać, bo błędów w niej od groma.
Trzymajcie się ciepło, dobranoc!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz