Dzieje się coś bardzo dziwnego. Czuje się sobie totalnie obca, a zarazem najbliższa. Nie wiem czemu tak jest. Zaczęłam wątpić w siebie i we wszystko co mnie otacza. Te fałszywe twarze, które widuje codziennie. Zastanawiam się czy ludzie, którym ufam to faktycznie osoby tego godne. A co jeśli nie? A co jeśli powierzając swój najmniejszy sekret równocześnie wdaje się w destrukcyjny taniec ze strachem? A jak ze strachem to i z gniewem. Jak z gniewem, to z bezradnością. Jak z bezradnością to i z płaczem. Przecież to cecha charakterystyczna dla ludzi, że zazwyczaj stawiają na to, co dla nich najgorsze. W sumie to dziwne. Czuję, że coś jest nie tak, a zarazem widzę, że problemu nie ma. I bądź tu mądry i pisz wiersze.
Jak tam u Was aniołki? Czuje się nieco zmęczona. Odpuściłam sobie wystawę dziś.
Starym chińskim zwyczajem zainstalowałam się pod kołdrą i włączyłam offline.
Cały dzień nie robię nic poza piciem yerba mate i opiekowanie się e papierosem. Jedyne co zrobiłam to ruszyłam się na obiad, nie wiem dokładnie ile te pierogi mogly mieć, ale razem z surówką ok. 352 kcal. Na wieczór nie zamierzam jeść już nic poza pomarańczą, bo jadłam o 13 a wciąż czuje się niczym wielki, nadęty balon. Poza tym jutro tłusty czwartek, więc na 1000% zjem przynajmniej jednego pączka. Biorąc pod uwagę to, że z ćwiczeń (poza brzuszkami) na razie nici to moje odchudzanie kiepsko się zapowiada.
Ehh motylki, nie jest ciekawie, oj nie jest .. Przykre, gdy kocha się kogoś kto jest skończonym idiotą i po kilku miesiącach wciąż Cie boli brak jego obecności. Ba! To bardziej niż przykre. To tragiczne. Najgorzej jest gdy nadchodzi taki jeden wieczór (kurcze, ostatnio moje samotne noce owocują wieloma dość smutnymi wnioskami) i nagle powolnym lecz pewnym krokiem przychodzi do Ciebie myśl, że Twoje serce wciąż płonie uczuciem. Kurwa mać. Tyle wystarczy na skomentowanie tego wszystkiego. Czuje się tak cholernie słaba. Wróć. Ja w pewnych momentach kompletnie nie wiem co czuje! Tak, tak. W jednej chwili uważam, że wszystko mam poukładane a w drugiej sekundzie moje decyzje wywracają się o 180 stopni i nagle wszystko jest inne. To tak jakbym zaczęła uważać, że kawały Strasburgera są zabawne albo uznała, że mój wychowawca jest fajny. Czysty absurd. Boję się, że skończe w końcu tam gdzie nie chcę.
Żegnam kruszynki, wrócę na bloga wieczorem! Do tej pory będę na gg i asku, bo nie mam dziś nic lepszego do roboty. Kocham Was!
Ja tam wgl nie jem od kilku lat pączków itd.
OdpowiedzUsuńPowodzenia i zapraszam do mnie ;)
Niestety, u mnie to zbyt wielka tradycja żeby mnie to ominęło..
UsuńDziękuje malutka i na pewno zajrzę!